Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astronomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astronomia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 października 2015

☾ : Nów w czasie pełni

Zaćmienie Księżyca? Również je widziałem! Dopiero kiedy opadła zaćmieniowa gorączka i wszyscy wrócili do swoich codziennych zajęć (oraz odespali po poniedziałku), postanowiłem podzielić się z Wami paroma wspomnieniami z tego wydarzenia.

A było to wydarzenie niezwykłe! Pierwsze prognozy dawały nadzieje na pogodne niebo na początku tygodnia. Wyobraźcie sobie mój zawód, kiedy kolejna aktualizacja prognoz nie była już tak optymistyczna. No cóż - nawet w dziurach pomiędzy chmurami da się wypatrzeć Księżyc, nie można rezygnować. W końcu niedziela. Od rana nieśmiało się rozpogadzało, a po południu niebo było niemal czyste. To dawało dobry znak i nic nie wskazywało na jakąkolwiek zmianę. W końcu i ICM zmienił swoje prognozy, pokazując brak zachmurzenia aż do rana. I faktycznie. Należało tylko czekać na ten moment. 
Czas dłużył się bardziej niż zwykle. Planowałem jeszcze trochę popracować, ale skończyło się na bezczynnym wyczekiwaniu zaćmienia. Trzeba przyznać, że byłem już mocno zmęczony. Jednak widok Księżyca od pełni do nowiu we wszystkich fazach w ciągu jednej nocy to prawdziwe przeżycie. Wynagradza wszystko! Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się aż takiego efektu. Może to przez skrywany gdzieś głęboko w środku niedosyt wywołany zaćmieniem półcieniowym sprzed 2 lat? Wtedy było widać ledwie subtelne pociemnienie części Srebrnego Globu i zaniku jednej z krawędzi jego tarczy. 


Okazało się na wskroś inaczej. Około godziny 3 dało się już zauważyć zanikanie jednej z części Księżyca. Wpół do czwartej na niebie została już jedynie połowa Księżyca, a terminator posuwał się coraz dalej. Spoglądałem raz lornetką, raz gołym okiem i już tylko czekałem na tę maksymalną fazę. Wszyscy czekali. Ale to nie znaczy, że w międzyczasie nie było czego podziwiać! Moją uwagę przykuwały również dosyć wolne meteory, pozostawiające wyraźne ślady na niebie. Widziałem ich tej nocy kilka. Leciały z okolic zenitu. Być może były to delta Aurygidy, mające swoje maksimum następnego dnia. Radiant w Woźnicy zgadzałby się z moimi obserwacjami, mimo, że ich aktywność nie jest zbyt duża (ZHR=3).


W końcu nastał ten moment. Żarząca się jeszcze ostatnia część Księżyca zgasła, ustępując miejsca zalewającej Glob, już od dobrej chwili, czerwieni. Zgasł Księżyc. Nie chcę sobie wyobrażać, co w takich sytuacjach musieli myśleć starożytni, prawdopodobnie z trwogą przyglądający się podobnemu zjawisku przed wiekami. W momencie gwiazdy jakby zajaśniały. Niebo stało się bardziej wyraźne i wystarczyło jedynie skierować wzrok bardziej ku wschodniej jego części, by ujrzeć Go. Orion w drugiej części nocy już króluje nad naszymi głowami. Od razu spostrzegłem, że mamy do czynienia z niezwykle przejrzystym niebem, bijącym na głowę nierzadko występujące zimowe "zupy z mlekiem". W chwili udało mi się zupełnie zignorować Księżyc, spędzając dobry kwadrans na przeczesywaniu Oriona z jednej strony na drugą. Była okazja - w końcu nów w czasie pełni nie zdarza się często i jeszcze ta genialna pogoda. Bodaj najlepsza od pół roku w Kielcach. Dobra, czas wracać do Księżyca. Jeszcze tylko upewnić się, czy Betelgeza na pewno nie wybuchła i możemy skupić się na głównej atrakcji tej nocy.


Księżyc jest często nazywany przez miłośników (raczej niezbyt wielkich fanów jego samego) Łysym. Nigdy nie przemawiała do mnie ta ksywka, toteż po raz pierwszy użyłem ją na tym blogu. Nigdy nie zrozumiem czemu porośnięta drzewami od dołu do góry Łysica (najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich) zawdzięcza swoją nazwę, ale podobieństwo Księżyca do nieowłosionej świecącej glacy jest raczej oczywiste. Z tym, że nie tym razem. Księżyc jest rudy! Tak! Wiem, co mówię, w istocie znam się na tym!  


sobota, 26 września 2015

O^O Jak zostałem lornetkowcem? o^o

Sporo czasu minęło odkąd po raz ostatni na moim blogu podejmowałem temat sprzętu obserwacyjnego. Wówczas w mojej twórczości lubiły pojawiać się katadioptryki, jednak w ciągu ostatniego roku wiele się zmieniło i tak oto wielki zwolennik teleskopów zwierciadlano-soczewkowych pozostał bez własnego katadioptryka, jedynie ze sporadycznymi kontaktami z kilkoma modelami w konstrukcji Schmidta-Cassegraina. Po sprzedaży urokliwego Maksutova cele moich obserwacji wizualnych poszły w zupełnie nowym kierunku. Nie obyło się i bez eksperymentów...

Wydaje mi się, że wiele zmieniło się również w naszym miłośniczym środowisku i coraz częściej w pytaniach nowicjuszy "jaki sprzęt na początek?" zamiast polecania sprawdzonych Newtonów na montażu Dobsona, w tym wiecznie żywej Synty 8", pojawiają się rady "zacznij od lornetki". Pamiętam także jaką furorę jeszcze niedawno robił zakup legendarnej japońskiej lornety Miyauchi, co teraz wydaje się naturalną koleją rzeczy w  gromadzeniu docelowego ekwipunku na bezchmurne noce. W kraju, który może liczyć na zaledwie kilkadziesiąt nowiowych nocy obserwacyjnych w roku coś jakby pękło i grupa "wizualowców" odżywa, głównie dzięki lornetkom albo wielkim (i wciąż drogim!) Newtonom. 

Powszechna zmiana nastawienia do lornetek, które ze sprzętu pomocniczego dla teleskopów przeszły do rangi instrumentów docelowych, odbiła się również na mojej szafie z astro-stuffem. W tym miejscu chciałbym się pochwalić, że od stycznia jestem szczęśliwym posiadaczem cenionej przez wielu lornety. Nie jest to co prawda Miyauchi, ale marynarski sprzęt wyprodukowany przez dobrze znaną niemiecką firmę Teleskop Express. TS Marine 28x110 MX, bo tak brzmi jej pełna nazwa, to prawdziwy kolos wśród lornetek. Ten model miał już swoje 5 minut na moim blogu w relacji ze zlotu w Zatomiu, gdzie wśród masy zdjęć z tej imprezy odnajdziemy także Łukasza (lukosta), do którego ustawiały się kolejki, by spojrzeć przez to cacko. Na jednym ze zdjęć nie zabrakło i autora tego bloga, który z blaskiem w oczach obserwował każdy ruch zielonego giganta na dobrze wyważonym żurawiu lornetkowym. Jednak wejście w posiadanie takiego potwora nie było spontaniczną decyzją, ani kaprysem chwili...

To proces, który zaczął się dużo wcześniej. Pamiętam jak pewnej wiosennej nocy 2 lata temu na obserwacje do Barana przyjechał Krzysztof (okroj) ze swoją lornetą Celestron SkyMaster 25x100. Wtedy taka maszyna wydawała mi się czymś ogromnym i chyba nigdy wcześniej na dłużej nie miałem okazji skorzystać z usług oferowanych przez lornetki o takiej aperturze. Poczciwa setka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie spodziewałem się, że lorneta pod ciemnym niebem może mieć takie możliwości. Moja fascynacja dużą lornetą była na tyle duża, że już podczas kolejnego nowiu spotkaliśmy się w tym samym składzie, ale z ... dwoma SkyMasterami 25x100. Chyba nigdy nie zapomnę miny Krzyśka kiedy zobaczył mój nowy nabytek. Tamta noc należała już tylko do Celestronów. Po pewnym czasie mój kompan sprzedał swoje 25x100, a ja z czasem przekonywałem się, że duża lornetka to z jednej strony potęga możliwości, ale z drugiej również źródło specyficznych trudności, których nie doświadczałem wcześniej używając tylko teleskopu. Główną zmorą każdego posiadacza dużych lornetek musi być waga - myślał Mikołaj przed dwoma laty. Tak! W końcu mój statyw fotograficzny ledwo się pod nią trzymał, z czasem nawet jedna z blokad w statywie odmówiła dalszej współpracy pod ciężarem 10-centymetrowej lornety. Poza tym taki sprzęt kocha porę nowiu pod ciemnym niebem, natomiast w mieście odsłania swoją kapryśną naturę. Dlatego w Kielcach wyjmowałem ją z futerału głównie w dzień żeby spojrzeć na przelatujące samoloty (tak, dało się zobaczyć kontury humanoidalne za sterami nisko lecących awionetek, jeśli ustawiały się pod odpowiednim kątem), z kolei w nocy zostawało mi kilka klasycznych obiektów i przeważnie jeden, ogromny i jasny podczas pełni. Słabe zgranie pogodnych nocy bez Księżyca z weekendami w zaawansowanym czasie roku szkolnego spowodowały, że jeszcze pierwszej wspólnej zimy moja pierwsza duża lorneta zmieniła właściciela, dzięki czemu mogłem przeinwestować środki w kamerki astrofotograficzne (co z resztą z perspektywy czasu uważam za swój największy astro-miłośniczy błąd). 

sobota, 1 sierpnia 2015

Blue Moon i ... Boeing 737

Wczorajsza pełnia, mimo, iż z pozoru całkiem zwyczajna, była, statystycznie rzecz biorąc - niezwykła i niezdarzająca się często. Blue Moon ("Niebieski Księżyc") - taką nazwę nosi druga pełnia w ciągu miesiąca i naprawdę nie zdarza się ona często! 31 lipca Księżyc w pełnej krasie zawitał na naszym niebie po raz drugi w ciągu lipca - wcześniej pełnia miała miejsce 2 lipca. Pamiętajmy, że naturalny satelita Ziemi przez wieki, szczególnie w Polsce, nazywany był "miesiącem" i w pewien sposób jego cykliczne zmiany w wyglądzie i położeniu wyznaczały ludziom dwunastą część roku. Dlaczego więc co jakiś czas Księżyc przeczy tej regule i jego pełnia przypada nie mniej, nie więcej niż 2 razy w miesiącu? To proste. Jego okres obiegu wokół Ziemi wynosi nieco ponad 27 dni. Podczas dłuższych miesięcy, takich jak lipiec, pozostaje jeszcze 3-4-dniowe "okienko", w czasie którego przy odrobinie szczęścia, Księżyc ponownie może znaleźć się w pełni jeszcze w tym samym miesiącu. Warunek jest jeden - pierwsza pełnia musi nastąpić w pierwszych 2 dobach miesiąca, aby zjawisko było obserwowalne na całym świecie w każdej strefie czasowej.
Jak można się spodziewać, nie jest to takie łatwe, a i nie zdarza się często. Blue Moon przypada około raz na trzy lata i następne dwie pełnie podczas jednego miesiąca czekają nas dopiero w styczniu 2018 roku.


Jak to bywa w ludzkim zwyczaju, niepowtarzalne chwile chcemy uwiecznić. Dlatego postanowiłem sfotografować nie tyle Srebrny, co wyjątkowo Niebieski Glob. Szczęście dopisało mi tym bardziej, że na tle tarczy Księżyca zarejestrowałem Boeinga 737-808 Sunwing Airlines, lecącego z Malagi do Warszawy. To moja pierwsza fotografia z takim "tranzytem", stąd nie ukrywam ekscytacji. Trafienie samolotem w Księżyc to również niecodzienne zjawisko, wymagające z pewnością sporo szczęścia.

piątek, 5 czerwca 2015

C/2013 A1 - kometa muskająca ... Marsa



Cztery marsjańskie sondy kosmiczne, nadzorowane przez NASA i ESA, dwa łaziki podróżujące po powierzchni Czerwonej Planety i wiele innych instrumentów badawczych położonych zarówno na Ziemi, jak i w przestrzeni kosmicznej, w drugiej połowie października były skupione na badaniu komety C/2013 A1 (Siding Spring). To pierwsza wizyta tego obiektu pochodzącego z Obłoku Oorta tak blisko Słońca. Szczegółowe obserwacje tego typu ciał są niezmiernie ważne, ponieważ pozwolą odpowiedzieć na pytania o powstaniu Układu Słonecznego i nas samych. Ten sam obiekt  19 października zbliżył się do Marsa na odległość ok. 140 tys. km, notując największe znane ludzkości zbliżenie komety do planety wewnętrznej w naszym układzie.



C/2013 A1 (Siding Spring) została odkryta 3 stycznia 2013 roku przez Roberta McNaughta w położonym na wysokości ponad 1100 m n.p.m. obserwatorium Siding Spring w Australi. Po potwierdzeniu jej istnienia, stała się pierwszą kometą odkrytą w 2013 roku. Wyliczenia jej orbity na podstawie pierwszych danych wskazywały, że istnieje prawdopodobieństwo zderzenia z Marsem. Leonid Elenin z Keldysh Institute of Applied Mathematics oszacował, że może się ona zbliżyć do Czerwonej Planety na ok. 40 tysięcy km. Prawdopodobieństwo kolizji wynosiło mniej niż 1%. Później,wraz z napływem większej ilości obserwacji, oceniono, że odległość od Marsa w momencie zbliżenia będzie wynosiła ok. 140 tys. km.




Warunki do obserwacji C/2013 A1 z naszej szerokości geograficznej nie były zadowalające. Jesienią kometa była widoczna na południowej półkuli jako obiekt nieco jaśniejszy od 10 mag.  Szanse na jej obserwacje z Polski mogły pojawić się kiedy zbliżała się do Marsa, a więc w połowie października. Byłaby wówczas obiektem o jasności ok. 9 mag, święcącym o zmierzchu mniej niż 10 stopni ponad południowo-zachodnim horyzontem w gwiazdozbiorze Wężownika, nieopodal granicy ze Strzelcem. Niekorzystne warunki skutkowały tym, że jej obserwacje z Polski w tamtym okresie były raczej niemożliwe. Później obiekt ten znajdował się już zbyt blisko Słońca – peryhelium miało miejsce 25 października.

Tak bliskie przeloty komet obok planety nie są zjawiskiem częstym. W przypadku C/2013 A1 mieliśmy do czynienia z największym kiedykolwiek obserwowanym przez ludzkość zbliżeniem komety do wewnętrznej planety Układu Słonecznego. Mając na uwadze rzadkość tego zjawiska i jego wagę w badaniach interakcji atmosfery Marsa z przelatującą kometą, NASA przeprogramowała instrumenty badające Czerwoną Planetę tak, aby umożliwić obserwacje C/2013 A1 (Siding Spring) i jednocześnie zabezpieczyć marsjańską aparaturę przed niebezpieczeństwem, jakie może nieść ze sobą kometa. Obserwacje skupiają się przede wszystkim na jądrze komety, jej komie, a także monitorowaniu emitowanych przez nią gazów i pyłów oraz badaniu ich wpływu na atmosferę Marsa.

poniedziałek, 18 maja 2015

W Kielcach powstał nowy oddział PTMA

16 maja 2015 pod osłoną nocy, mimo niesprzyjającej pogody i plagi komarów w podkieleckim obserwatorium w Baranie piętnastu miłośników astronomii z województwa świętokrzyskiego i okolic spotkało się, by założyć Kielecki Oddział Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. 
Na wstępie chciałbym gorąco podziękować tym, którzy mimo przeciwności poświęcili swój czas i przyjechali na zebranie, tym bardziej, że decyzja o zmianie jego terminu zapadła praktycznie w ostatniej chwili.
Obserwatorium w Baranie - miejsce zebrania

Rozpoczęliśmy już dzień wcześniej, w piątek. Przyjechało kilka osób, a TVP Kielce sporządziła materiał o założeniu naszego oddziału do regionalnych informacji.
Później udało się wykorzystać noc na obserwacjach, jednak cały czas przez niebo przewijały się chmury. Mimo to 22" teleskop zrobił na nas ogromne wrażenie.
W towarzystwie Grześka i Mateusza - 15.05.2015

Niezłomni obserwatorzy nie poddają się mimo złej pogody. Od lewej: Mateusz, Eugeniusz, Jacek, Mikołaj, Grzegorz. - 15.05.2015

Następny dzień, mimo, że zapowiadał się pogodnie, pozwolił tylko na obserwacje Słońca. Po godzinie 17 zaczęły pojawiać się kolejne osoby, aby uczestniczyć w zebraniu założycielskim. W oczekiwaniu na komplet uczestników spotkania, prowadzone były dyskusje, a ostatnie chwile pogodnego nieba wynagrodziły nam pięknym słońcem pobocznym:
Słońce poboczne w Baranie 16.05.2015.

Dokładnie o 19:50, z dosyć sporym poślizgiem czasowym, rozpoczęliśmy zebranie założycielskie PTMA Kielce. Marzenia zaczynały się spełniać, po ponad 2 latach starań wielu Wielkich Miłośników z naszego regionu, szanse na wspólne działania odżyły i teraz potrzebujemy jeszcze większego zapału, aby zrealizować wszystkie nasze plany. 
Zebranie rozpocząłem, zwracając uwagę na to, jak wiele udało się nam już dokonać i przypominając trudy tworzenia kieleckiego oddziału: pierwsze takie plany pojawiły się w marcu 2013 roku. 22.03.2013 zorganizowaliśmy pierwsze spotkanie w obserwatorium w Baranie. Uczestniczyły w nim ... 3 osoby, w tym właściciel obserwatorium (Eugeniusz) i organizator spotkania, czyli moja skromna osoba. Tak rodziły się nasze plany, ale chyba nikt nie sądził, że dopiero po niespełna 26 miesiącach doczekamy się tej chwili i założymy własny oddział PTMA.
Rozpoczęcie zebrania - 16.05.2015

Potem głos zabrał Andrzej Letkowski - założyciel PTMA Kielce w 1971 roku i jego wieloletni prezes. Opowiedział nam w jaki sposób powstał oddział, który po ponad 20 latach reaktywowaliśmy. Po krótkim (lub momentami dłuższym) przedstawieniu każdego z zebranych, przeszliśmy do części formalnej zebrania. Przewodniczącym obrad wybraliśmy Jacka, a protokolantem Andrzeja. Przewodniczący odczytał Statut PTMA i poprowadził dalszą część zebrania. 
Po jednogłośnym uchwaleniu reaktywacji PTMA Kielce nadszedł czas na wybór władz nowo powstałego oddziału.
Obrady trwały do 23, naturalnie, że w międzyczasie zrobiło się zimno - 16.05.2015

Wybory wyłoniły:
  • Prezesa Zarządu PTMA Kielce - Mikołaja Sabata
  • Wiceprezesa Zarządu PTMA Kielce - Eugeniusza Bednarczyka
  • Sekretarza Zarządu PTMA Kielce - Andrzeja Letkowskiego    
  • Skarbnika Zarządu PTMA Kielce - Jacka Sabata
  • oraz dwóch Członków Zarządu PTMA Kielce - Grzegorza Woźniaka i Marcina Kośnego
Komisję Rewizyjną PTMA Kielce stanowić będą:
  • Przewodniczący Komisji Rewizyjnej PTMA Kielce - Mateusz Grzesik
  • Wiceprzewodniczący Komisji Rewizyjnej PTMA Kielce - Roman Krawiec
  • Sekretarz Komisji Rewizyjnej PTMA Kielce - Jacek Mucha

Na Walny Zjazd Delegatów PTMA wyłoniliśmy 3 kandydatury - Mikołaja Sabata, Eugeniusza Bednarczyka i Andrzeja Letkowskiego.

Po części oficjalnej rozpoczęła się dyskusja o planach na przyszłość naszego oddziału. Pojawiły się pomysły nt. dalszych prac przy renowacji teleskopu Uniwersał 270/1500, organizacji spotkania inauguracyjnego w czerwcu, cyklicznych wykładów tematycznych w Baranie oraz powołania oddziałowej sekcji zajmującej się promowaniem wiedzy o astronautyce i technologii kosmicznej. 

W tym tygodniu prześlemy wszystkie potrzebne dokumenty do Zarządu Głównego PTMA i po otrzymaniu potwierdzenia o uchwaleniu nowego oddziału w Kielcach, zapraszamy Wszystkich na spotkanie inauguracyjne.


PTMA Kielce nie powstałoby gdyby nie chęci i zapał wielu ludzi. Każdy wniósł coś od siebie, a gdyby nie wytrwałość, dzisiaj nie świętowalibyśmy utworzenia nowego oddziału. Jednak to dopiero początek i miejmy nadzieję, że świętokrzyscy miłośnicy astronomii wpiszą się na stałe w mapę astronomiczną Polski jako działacze jednego z najprężniejszych oddziałów PTMA. 
Dziękuję każdemu, kto w jakikolwiek sposób przyczynił się do rozwoju naszej grupy i nas wspierał - Wszyscy jesteście Założycielami PTMA Kielce.

sobota, 28 marca 2015

Pokaz zaćmienia Słońca w Kielcach

W piątek 20 marca z pewnością większość z Was śledziła astronomiczne wydarzenie roku - częściowe zaćmienie Słońca nad Polską. W Kielcach Księżyc przysłonił ok. 70% tarczy słonecznej, a więc byliśmy świadkami największego zaćmienia naszej dziennej gwiazdy od 1999 r., kiedy na moment "zgasło" ok. 90% Słońca. Kolejne tak pokaźne zaćmienie już nie wydarzy się w ciągu tej dekady, a na całkowite zaćmienie widoczne z Polski będziemy musieli czekać do XXII wieku.

Zaćmienie Słońca 2015 w Kielcach //Źródło: Echo Dnia

Była to zatem znakomita okazja do popularyzowania astronomii w naszym mieście i pokazania zwykłym ludziom jak wygląda astronomiczne zjawisko charakterystyczne dla naszej Planety. Prawdopodobnie nie jest to popularna w Kosmosie cecha, by na pewnym świecie rozmiary tarcz słońca i księżyca planety były dobrane w ten sposób, co na Ziemi, gdzie oprócz częściowych zaćmień doświadczamy także całkowitego przysłonięcia Gwiazdy przez Księżyc oraz zaćmienia pierścieniowego. Wygląda na to, że jako obserwatorzy mamy niebywałe szczęście żyć w miejscu, w którym tego typu spektakularne widowiska są na porządku dziennym (w końcu w nocy "nie ma" Słońca ;-) ), jednak niestety nie jesteśmy w stanie z jednego miejsca zobaczyć wiele takich zjawisk w ciągu swojego życia.
Zatłoczony Plac Artystów //Źródło: Echo Dnia

piątek, 2 stycznia 2015

Ostatnie obserwacje w roku

Rok 2014 przeszedł już do historii, a mi z tej okazji przyszło na myśl,by powspominać ostatnie chwile roku i ostatnie obserwacje przed zmianą kalendarza. 

Ostatni tydzień 2014 roku spędziłem w pięknej Aosta Valley na ESO Astronomy Camp. Wśród 57 uczestników obozu z ponad 20 krajów znalazła się także szóstka Polaków, w tym ja. Kolejne dni upływały nam na nocnych obserwacjach, wykładach dotyczących mierzenia odległości we Wszechświecie, wycieczkach i obżeraniu się włoskimi specjałami.

Nieco tężsi, ale proporcjonalnie bardziej zadowoleni, 31 grudnia po godzinie 22 wybraliśmy się na obserwacje do obserwatorium Astronomical Observatory of Autonomous Region of the Aosta Valley położonego w Saint-Barthelemy. Na przejście z naszego hostelu do obserwatorium potrzebowaliśmy 5 minut. Kiedy zjawiliśmy się na miejscu, w tradycyjnym intro naszego wykładowcy usłyszeliśmy, że to prawdopodobnie ostatnie obserwacje w 2014 roku na świecie. Trudno mi powiedzieć, czy to prawda (zaraz się okaże dlaczego), ale na pewno były to ostatnie obserwacje tego roku dla nas.

Krystalicznie czyste niebo rozświetlone gwiazdami pięknie komponowało się z górskim otoczeniem włoskich Alp. Z każdej strony otaczały nas góry, pogoda była bardzo przyjemna, choć dało się wyczuć zimowy, w dodatku górski, chłód (jeśli ktoś zapomniał odzieży termoaktywnej). Poniżej poziomu, na którym leży obserwatorium, w dolinie błyszczała rozświetlana przez Księżyc mgła. Naszym celem do obserwacji przez 10-calowe teleskopy Cassegraina była kometa C/2014 Q2 (Lovejoy), która wciąż jaśnieje i wydaje się być najciekawszym obiektem tego typu w najbliższym czasie. 

C/2014 Q2 (Lovejoy)  // fot. Damian Peach
Kometę ujrzeliśmy jako mglistą plamkę o dosyć dużych rozmiarach i znacznej kondensacji. Niestety, warkocz był niewidoczny. Znajdująca się gdzieś pośrodku gwiazdozbioru zająca kometa to ostatni obiekt, jaki w 2014 roku udało mi się obejrzeć przez teleskop. Bardziej szczegółowe obserwacje były niemożliwe ze względu na mgłę, która chwilę później uniosła się ponad okoliczną dolinę i w błyskawicznym tempie ogarnęła balkon obserwatorium, z którego patrzyliśmy. Jedyne, co dało się wówczas zaobserwować to tęczowe halo wokół Księżyca.

Niedługo potem uświadomiłem sobie, że moją ostatnią zaobserwowaną kometą w 2013 roku również był obiekt odkryty przez Terry'ego Lovejoya - C/2013 R1 (Lovejoy). 
C/2013 R1 (Lovejoy)  //Fot. Gregg Ruppel

Co jeszcze bardziej ciekawe, mieszkańcy południowej półkuli kończący się 2011 rok mogli uczcić obserwacjami C/2011 W3 (Lovejoy), której bohaterski przelot obok Słońca zarejestrowany przez sondę SOHO oglądam wciąż z wypiekami na twarzy. To nadal obiekt noszący miano najjaśniejszej komety tej dekady. 
C/2011 W3 (Lovejoy)   //Fot. Alex Cherney

Najwyraźniej Terry ma szczęście do ciekawych komet końcoworocznych. Życzmy mu więc kolejnych ciekawych odkryć, a Wam życzę kolejnych wspaniałych spektaklów na niebie. Wszystkiego najlepszego w 2015 roku!

A jakie były Wasze ostatnie obserwacje w 2014 roku?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

299 792 458

Zastanawialiście się kiedyś, z jaką prędkością mknie światło i czemu przed wiekami to pytanie przysporzyło wiele problemów naukowcom? Dlaczego podczas burzy najpierw widzimy błysk, a dopiero kilka sekund później słyszymy grzmot? (niektórzy mieli okazję zaobserwować błysk i grzmot jednocześnie, bez opóźnienia, jednak nikomu nie polecam) Oraz dlaczego żadnego z obiektów kosmicznych nie obserwujemy w czasie rzeczywistym?

Na te pytania odpowiem w moim pierwszym artykule od czasu zamknięcia astroMikołaj.blogspot.com! Nazywam się Mikołaj Sabat i z chęcią opowiem Wam, dlaczego warto czasem spojrzeć na to, co dzieje się ponad horyzontem. Wszystkim Czytelnikom - tym, którzy pamiętają mnie sprzed roku i tym, którzy mają okazję czytać mojego bloga po raz pierwszy, mówię gorące cześć, dzień dobry i dobry wieczór oraz zapraszam do śledzenia mojego nowego bloga o nazwie "Ponad horyzontem", w którym będę starał się wziąć pod lupę wszystkie niezwykłe tajemnice i uroki Nocnego Nieba.

299 792 458 - cóż to za pomysł, by w ten sposób nazwać artykuł? I to w dodatku pierwszy na nowym blogu?! Jeśli trzymasz już swojego smartfona w ręce i właśnie wybierasz "299...", telefon odstaw w kąt i czytaj dalej, bo to nie jest mój numer telefonu, a ja nie powiem Ci, co czeka Cię w przyszłości jeśli jesteś spod znaku Byka, Lwa lub Koziorożca - nie jestem astrologiem, lecz miłośnikiem astronomii. Astrolomia i Astronogia? Astro... co? Nie, to nie jest to samo, choć Kepler by ze mną polemizował...
Historia tytułowego ciągu cyfr zaczyna się ok. 13,7 miliarda lat temu, kiedy to ułamek sekundy po Wielkim Wybuchu  mroki nowopowstałego Wszechświata rozjaśnia pierwszy foton. Dopiero milion lat później powstają pierwsze gwiazdy, łącząc się w galaktyki i dając początek kształtowaniu się nowych światów w erze, którą kosmologowie nazywają erą materii lub erą galaktyk. Obraz Kosmosu zmienia się wówczas w sposób radykalny i już nigdy nie będzie taki sam. Dzięki powstaniu gwiazd i galaktyk, Wszechświat opanowały nowe, cięższe pierwiastki, kończąc monopol wodoru i helu. Skutkiem tego wydarzenia były narodziny bardziej urozmaiconych, również skalistych, planet, a w rezultacie i nas samych.



Na Ziemi ludzie spoglądali w górę i snuli przypuszczenia, w jaki sposób działa ta wielka machina Wszechświata. Od wieków fascynował ich także jeden problem - istota światła.

Nad nią zastanawiał się już w V wieku p.n.e. Empedokles z Akragas, znany przede wszystkim jako poeta, filozof, lekarz, a także dobry mówca (Arystoteles nazwał go twórcą retoryki) oraz... cudotwórca i uzdrowiciel (współcześni przypisywali mu takie zasługi jak np. panowanie nad wichrami i powodziami oraz wskrzeszanie zmarłych). Empedokles zasłynął jako twórca koncepcji czterech żywiołów: ziemi, ognia, powietrza i wody, jednak jego kosmogoniczne poglądy były dużo bardziej rozległe i niektóre z nich na długie wieki pozostały w świadomości ludzi jako odpowiedź na pytanie o początku Wszystkiego. Spośród nich na uwagę zasługuje myśl starożytnego filozofa dotycząca natury światła. Wysnuł on, że skoro światło polega na ruchu, to do rozchodzenia się wymaga czasu, sugerując tym samym skończoność prędkości światła. Z tym poglądem nie mógł zgodzić się choćby Arystoteles, który uważał, że potwierdzonym przez obserwacje faktem jest natychmiastowe pojawianie się promieni słonecznych na Ziemi.

niedziela, 1 grudnia 2013

Koniec Komety ISON, koniec Komety Stulecia

Kometa C/2012 S1 (ISON) jednak nie przetrwała czwartkowego peryhelium w kondycji umożliwiającej nam jej dalsze obserwacje na niebie gołym okiem. Hipoteza mówiąca o całkowitym rozpadzie jądra Komety przewijała się jeszcze przed 28 listopada - głównie za sprawą badań Michała Drahusa. Jednak ISON podróżowała dalej ku Słońcu, aż 27.11. mogliśmy ją zobaczyć w koronografach na sondzie SOHO. W trakcie swojej wyprawy ku Słońcu pojaśniała do jasności -2 mag, a tuż przed peryhelium gwałtownie straciła na jasności - takie zachowanie było jednak wcześniej przewidywane przez wielu badaczy.



Poważny niepokój dotyczący losów komety pojawił się dopiero po opublikowaniu zdjęć z SDO, na których nie zauważono C/2012 S1, a orbita sondy była wcześniej specjalnie korygowana, aby zarejestrować przelot przez peryhelium Komety ISON. Następnie PROBA nie ukazała oblicza pędzącej bryły skalnej. Było niemal pewne, że z jądrem Komety Stulecia stało się coś złego. Kilka chwil po peryhelium zaobserwowaliśmy wyłaniający się z krążka koronografu LASCO C2 warkocz Komety. Wciąż nie ma całkowitej pewności, czy istniało wówczas jeszcze jądro. Jakakolwiek kondensacja nie była zauważalna, więc można mieć pewność, że jeśli jądro jeszcze istniało, nie przypominało już rozmiarami tego wcześniejszego, a jeśli w ogóle istniało, najprawdopodobniej było już rozczłonowane.

Pozostałości po Komecie ISON rozpaliły na nowo nadzieje na udane widowisko na niebie. Była szansa, że będą zachowywać się tak jak C/2011 W3 (Lovejoy) po peryhelium albo kometa Semi-Line. Stało się jednak inaczej, jasność Komety ciągle znacząco spadała. Wczorajsze informacje podane przez badaczy wydają się rozwiewać wszelkie wątpliwości na temat C/2012 S1. Prawdopodobnie doszło do całkowitej fragmentacji jądra i jeśli po peryhelium istniały jeszcze jakieś odłamki jądra, dzisiaj mogą już nie istnieć. ISON-zombie będzie jeszcze podróżował według przewidywanej orbity i mamy nadzieję, że uda się przeprowadzić bardziej szczegółowe badania.

To była Kometa Stulecia! Bo jak inaczej można nazwać obiekt, któremu poświęcono tyle uwagi w trakcie ostatnich tygodni? C/2012 S1 (ISON) zapisała się na kartach historii jako jedna z najlepiej zbadanych komet przez człowieka - a mimo wszystko pełna tajemnic! Nazwa Komety ISON uplasowała się na pierwszym miejscu najczęściej wyszukiwanych w internecie komet, wyprzedzając nawet najpopularniejsze dotychczas komety Halleya i McNaught.

Tym samym kończy się seria "Kometarny Miesiąc" na moim blogu. Dziękuję wszystkim czytelnikom za śledzenie moich wpisów. W najbliższym czasie opublikuję nowy artykuł, w którym wyjaśnię nieco swoich planów dotyczących dalszych losów mojego bloga ;-)

piątek, 29 listopada 2013

C/2012 S1 (ISON) - kometa, która przetrwała?

Jak oszukać NASA i wprowadzić większość światowych specjalistów w błąd? Wystarczy być kometą! Ta sztuka udała się właśnie komecie C/2012 S1 (ISON). Wczoraj wieczorem, niedługo po jej peryhelium, pojawiły się informacje na oficjalnych profilach NASA na tweeterze, że Kometa ISON nie przetrwała peryhelium. Dzisiaj już wiemy, że z dużym prawdopodobieństwem mógł przetrwać mały fragment jądra Komety, dzięki któremu ISON dalej kontynuuje swoją podróż przez Układ Słoneczny.

Wciąż brakuje wielu kluczowych informacji, więc należy czekać na dodatkowe badania, które w ciągu najbliższych dni na pewno zostaną poświęcone C/2012 S1 (ISON), która już po peryhelium oddala się od Słońca. Czy jest bezpieczna? Tego jeszcze nie wiemy. Obecnie, zgodnie ze zdjęciami z LASCO C3, jej jasność wynosi ok. 2 mag i wydaje się, że już na tej wielkości się ustabilizowała. Poniżej film ukazujący Bohaterską Kometę przechodzącą tuż obok Słońca:

czwartek, 28 listopada 2013

Jak Ikar wzleciał za daleko ku Słońcu, czy niczym Feniks powrócił z popiołów - co zrobił ISON?

Wciąż nie wiadomo, co stało się z Kometą C/2012 S1 (ISON) w trakcie przebywania przez swoje peryhelium. Świat astronomii, a przede wszystkim astronomii amatorskiej, przeżywają teraz smutne chwile, niemalże opłakując stratę tak wielkiej szansy na wspaniałe widowisko na niebie. Kometa ISON nie została bowiem zarejestrowana przez SDO, które NASA specjalnie przestawiało na orbicie, by mogło dojrzeć kometę w trakcie peryhelium. Zdjęcia z europejskiego PROBA również nic nie pokazały. NASA prowadziło na YT relację live z tego, co aktualnie wiemy o losie komety. Odbyła się dyskusja między specjalistami, w tym z Karlem Battamsem - nadzorcą projektu Sungrazing Comets, członkiem CIOC. Po 21 audycja się zakończyła, a goście pożegnali się z widzami w smutnej atmosferze - najprawdopodobniej "Kometa stulecia" jednak nie przetrwała zbliżenia do Słońca i już przestała istnieć. Na oficjalnych kontach na tweeterze, NASA opowiedziała się za najbardziej prawdopodobną hipotezą - całkowitym rozpadem jądra Komety ISON. Mimo, że C/2012 S1 przeleciała w dalszej odległości od naszej Gwiazdy niż choćby C/2011 W3 (Lovejoy) 2 lata temu, wszystko wskazuje na to, że nie miała tyle szczęścia i została zdmuchnięta niczym zapałka przez rozgrzane Słońce.


Jednak na LASCO C2 po drugiej stronie Słońca pojawił się warkocz Komety i wydaje się jakby wzrastał on na jasności. To zdjęcie jest jednocześnie nadzieją dla wszystkich tych, którzy jeszcze liczą na to, że mimo złych informacji z SDO i PROBA (tzn. braku tych informacji) "Kometa stulecia" jeszcze istnieje. Zwiększanie się jasności warkocza może oznaczać, że jednak jest tam "coś" aktywnego - być może mały fragment jądra, który jeszcze zabierze ogromny warkocz za sobą i zaistnieje na naszym niebie. Już wcześniejsze obserwacje, wykonane jeszcze przed peryhelium, były raczej sceptyczne dla jądra Komety - na żadnym z wcześniejszych zdjęć nie udało się dostrzec centralnego zagęszczenia, które dałoby nam informację, że jądro jest zdrowe.
Z drugiej strony na powyższym zdjęciu możemy się doszukiwać jedynie zwłok naszej Bohaterki. Nic nie wyklucza możliwości, że jest to jedynie porzucony warkocz, a jądro przestało istnieć.



Cała sprawa już na pewno wyjaśni się jutro, gdy będziemy mieli więcej zdjęć z koronografów LASCO i sond STEREO. Na koniec jeszcze animacja, być może ostatnich chwil komety ISON, uwiecznionych przez STEREO Ahead (powyżej).

Peryhelium C/2012 S1 (ISON)

18:48 UT (19:48)

Kometa C/2012 S1 (ISON), o ile jeszcze istnieje, właśnie w tym momencie znalazła się na najbliższej Słońcu odległości. Należy jeszcze poczekać na czas, w którym kometa powinna się znowu pojawić w koronografach LASCO, jednak niepokoi fakt, że prawdopodobnie nie dostrzeżono jej w SDO.

Kometa ISON zmierza ku Słońcu - peryhelium za niecałe 2h

 

Już o 18:48 UT (19:48 czasu polskiego) kometa C/2012 S1 (ISON) osiągnie najmniejszą odległość od Słońca - peryhelium. Zbliży się do naszej Gwiazdy na dystans ok. 0,0125 jednostek astronomicznych (0,0125 odległości dzielącej Ziemię od Słońca), czyli ok. 1 860 000 km. 

Od wczoraj mamy możliwość obserwować ją za pośrednictwem koronografów sondy SOHO. W koronograf LASCO C3 kometa ISON weszła wczoraj tuż przed godziną 3 czasu polskiego, natomiast w LASCO C2 dzisiaj po południu. Jej jasność wczoraj wieczorem była oceniania na ok. -1,5 mag, natomiast dzisiaj prawdopodobnie przekroczyła -4 mag. Od czasu maksimum swojej jasności, C/2012 S1 stopniowo traci na blasku i obecnie ma już magnitudę dodatnią. Nie powinno jednak być to w jakikolwiek sposób informacją niepokojącą, bo jak twierdzi J. N. Marcus w niedawno opublikowanym telegramie astronomicznym, kometa ISON zachowuje się teraz podobnie do C/2011 W3 (Lovejoy), która też w porównywalnej odległości od Słońca traciła swoją jasność. Niewykluczone, że jeśli tylko C/2012 S1 (ISON) przetrwa peryhelium, wracając z drugiej strony Słońca znowu znacząco pojaśnieje i ma szanse stać się wdzięcznym obiektem do obserwacji na niebie.

 Tak wygląda kometa C/2012 S1 (ISON) na zdjęciach z koronografu LASCO C3 sondy SOHO: 


Trzymajmy kciuki za bezpieczny przelot C/2012 S1 obok Słońca !

środa, 27 listopada 2013

Rozbłysk komety ISON bardzo blisko Słońca - 20> h do peryhelium C/2012 S1


Aktualności  z życia komety C/2012 S1 (ISON)
Jasność
- 1,5 mag
Współrzędne na niebie
R.A.: 15h 56m 28s
Dec.: -22° 43' 16" 
Wschód
7:30 
Gwiazdozbiór
Skorpion 
Odległość od Słońca
12 200 000 km
Odległość od Ziemi
143 500 000 km

Po niedawnych, bardzo niepokojących informacjach na temat stanu komety C/2012 S1  (ISON), dzisiejsze nocne pojawienie się naszej bohaterki w polu widzenia sondy SOHO pozwoliło patrzeć na tę sprawę z nieco większym optymizmem. Początkowo kometa zjawiła się bardzo niewinnie, stopniowo przesuwając z boku ku centralnej części zdjęcia. Jej ruch uwieczniony podczas pierwszej serii zdjęć zebrałem w animację, którą możecie zobaczyć TUTAJ. Wówczas była obiektem o jasności ok. 2-3 mag i początkowo nic nie zapowiadało tak gwałtownego wydarzenia, jakim był trzeci już rozbłysk C/2012 S1 (ISON).

Zanim jednak dojdziemy do samej natury kolejnego rozbłysku/wybuchu komety, zastanówmy się dlaczego mimo, że po każdym wybuchu komety ISON pojawiała się praca naukowa podparta wiarygodnymi badaniami sugerująca rozpad jej jądra, C/2012 S1 stać jeszcze na kolejny wybuch - najmocniejszy ze wszystkich? 
Matthew Knight z Lowell Observatory, członek NASA's Comet ISON Observing Campaign wspomina, że nieco zaniepokoiły go informacje o znacznym (ponad 20-krotnym!) spadku emitowanego przez jądro komety cyjanowodoru i znacznych spadkach ilości innych gazów. Jednak 2 dni temu jako pierwszy podał informację o małym pojaśnieniu komety ISON, co dawało nadzieję na to, że jej jądro jeszcze istnieje. Sam wyjaśnia, że zaobserwowane zmniejszające się ilości wydalanych przez kometę gazów może być spowodowane przysłonięciem warkoczy gazowych przez pył, który w ostatnim czasie wydostaje się w znacznej ilości z jądra komety. Taki bieg wydarzeń wydają się potwierdzać najnowsze analizy zdjęć z sond STEREO i SOHO wykonanych przy użyciu niebieskiego filtra. Niebieski filtr umożliwia obserwacje światła odbijanego przez gazy powszechnie znajdujące się w warkoczach komet. Dzięki temu na fotografii nie odczuwamy już odbijającego światło warkocza pyłowego, zostaje jedynie gazowy. Patrząc tym sposobem na zdjęcia, możemy dostrzec wielką różnicę pomiędzy wyglądem (jasnością) komety ISON sfotografowanej z filtrem niebieskim, a innymi.
Zdjęcie z koronografu LASCO C3 sondy SOHO przy użyciu niebieskiego filtra - kometa ISON ledwie widoczna jako rozmyty i mocno wydłużony obiekt po lewej stronie

Animacja ruchu komety ISON na zdjęciach z sondy SOHO w przeddzień jej peryhelium


Kometa C/2012 S1 (ISON) dzisiaj tuż przed 3 w nocy czasu polskiego weszła w pole widzenia koronografu C3 sondy SOHO.
Z pierwszych zdjęć komety (i jak na razie jedynych wykonanych przez LASCO C3) utworzyłem krótką animację jej ruchu.

wtorek, 26 listopada 2013

Co się dzieje z kometą C/2012 S1 (ISON)? - 2 dni do peryhelium




Aktualności  z życia komety C/2012 S1 (ISON)
Przewidywana jasność
2,5> mag
Współrzędne na niebie
R.A.: 15h 34m 56s  
Dec.: -22° 02' 20" 
Wschód
7:00 
Gwiazdozbiór
Waga 
Odległość od Słońca
22 940 000 km
Odległość od Ziemi
138 080 000 km
Ten artykuł miał rozpocząć się nieco innym tytułem. Myślałem raczej nad nagłówkiem "Kolejne niepokojące wieści dotyczące komety ISON", "Koniec <>", czy "<> jeszcze nie w tym roku". Jednak po opublikowanych wczoraj wynikach badań (niekorzystnych dla naszej komety), dziś mimo, że rozpad jądra wciąż stoi jako jedna z głównych i najbardziej prawdopodobnych możliwości wyjaśniającej ostatnie dziwne zachowania C/2012 S1 (ISON), pojawiło się także coraz więcej alternatywnych wersji - być może tak samo prawdopodobnych, a na pewno możliwych. 

Mówiąc o złowieszczych ISONowi badaniach, mam oczywiście na myśli opublikowane wczoraj przez Michała Drahusa wyniki pomiarów emisji cyjanowodoru (głównego gazu wyrzucanego w przestrzeń z jądra komety). Według obserwacji Polaka pracującego w USA, emisja HCN w przeciągu kilku dni spadła 20-krotnie, co w najlepszym wypadku może świadczyć o bardzo niskiej aktywności jądra komety, a w najgorszym może przesądzać o jej całkowitej destrukcji. Równorzędnie z informacjami podanymi przez Michała, pojawiły się także obserwacje spadającej ilości parującej z jądra wody. Oba te zjawiska mogą świadczyć o tym, że jądro C/2012 S1 (ISON) w ostatnich dniach przestało istnieć. W takim przypadku osamotniony warkocz istniałby jeszcze przez około 48 godzin, tracąc stopniowo spójność.

Są również inne wyjaśnienia sytuacji, z którą mamy obecnie do czynienia. Jądro komety wraz ze zbliżaniem się do Słońca, powinno wykazywać coraz większą aktywność, a tym samym emitować więcej gazów i coraz bardziej rozjaśniać wizerunek komety. Niestety, kiedy dowiedziono tego, że ISON wcale nie produkuje większych ilości gazów, ta informacja wydawałaby się tworzyć całość z wcześniejszymi obserwacjami sugerującymi o wiele wolniejsze pojaśnianie komety (choć w przypadku oceny jasności dane nie były już takie pewne). Teraz naukowcy dopatrzyli się jeszcze drugiej strony medalu, a wpływ na obecnie obserwowaną małą aktywność komety mogą mieć także inne czynniki

poniedziałek, 25 listopada 2013

Kometa C/2012 S1 (ISON) właśnie zakończyła swój żywot? - 3 dni do peryhelium C/2012 S1 (ISON)



Aktualności  z życia komety C/2012 S1 (ISON)
Przewidywana jasność
3> mag
Współrzędne na niebie
R.A.: 15h 17m 32s  
Dec.: -21° 07' 52"
Wschód
6:40 
Gwiazdozbiór
Waga 
Odległość od Słońca
31 020 000 km
Odległość od Ziemi
134 500 000 km
Zrządzenie losu chciało, że akurat wczoraj dziwiłem się, że kometa ISON wciąż istnieje, mimo, że sporo wcześniejszych prognoz poddawało taki scenariusz pod wątpliwość, a dzisiaj, chcąc rozpocząć serię ostatnich przed peryhelium kilku artykułów, nie mogę nie wspomnieć o tym, o czym mówią dzisiaj nawet i media - o całkowitym rozpadzie "komety stulecia", co może (a nawet prawie musi) zaskutkować tym, że żaden jej fragment nie dotrze nawet do peryhelium, robiąc sobie bardzo nieśmieszny żart z całej rzeszy pasjonatów astronomii na całym świecie (a w szczególności na północnej półkuli), którzy wyczekiwali z niecierpliwością aż C/2012 S1 (ISON) stanie się bardzo jasnym obiektem na niebie.

Fotografia komety ISON widocznej z Ziemi zrobiona kilka dni temu przez K. Spanos
Źródło: www.cometisonnews.com 

Jeszcze nie wszystko jest przesądzone, ale według opublikowanych dzisiaj badań przeprowadzonych przez Michała Drahusa (Polaka z USA), kometa jest coraz mniej aktywna, mimo, że wraz ze zbliżaniem się do Słońca powinno być dokładnie odwrotnie - w końcu pędzi ku niemu z prędkością ponad 90 km/s i jest już w odległości nieco większej niż 30 mln km. Tym, co wzmacnia w nas niepokój czytając raport Michała, jest zaraportowana przez niego gwałtownie spadająca produkcja molekuł HCN w jądrze komety (mówi się nawet o 20-krotnym spadku ich emisji). Oprócz tego w ostatnich dniach inni badacze sugerowali spadek ilości wyrzucanej w przestrzeń wody. Te wszystkie poszlaki mogą wskazywać na całkowity rozpad jądra komety, co nie dawałoby jakichkolwiek nadziei na przetrwanie ISONa przy Słońcu (wszystkie jego pozostałości prawdopodobniej rozproszyłyby się i zaginęły w przestrzeni kosmicznej jeszcze w przeciągu ok. 48 godzin), tym bardziej nie można by już liczyć na fantastyczny spektakl na niebie, który miała nam zafundować "kometa stulecia". Jednak nie wszystko jest jeszcze tak pewne jak mogłoby się wydawać. Na forach astronomicznych panuje co prawda nieco smutna atmosfera - każdy liczył na coś więcej, a tymczasem mamy do czynienia z coraz gorszymi informacjami, ale nie można także traktować tych wyników jako 100-procentowego dowodu na śmierć komety.


Najbliższe dni pokażą, czy faktycznie rzeczywistość okaże się bardziej łaskawa niż sądzi większość miłośników astronomii i zawodowych astronomów. Pojawiają się także głosy o bardziej optymistycznych rozwiązaniach, jakie mogły doprowadzić do takich dziwnych zachowań komety w tym momencie. Argumenty zaprzeczające największemu kataklizmowi wcale nie są słabsze od tych przedstawionych choćby przez Polaka, lecz tak, czy inaczej, możemy mieć pewność, że z jądrem komety stało się coś złego, a jak bardzo, przekonamy się wkrótce. Już 27 listopada po godzinie 3 w nocy czasu polskiego kometa ISON wejdzie w pole widzenia sondy SOHO, gdzie mamy nadzieję jeszcze ją ujrzeć i dowiedzieć się czegoś więcej i w najlepszym wypadku śledzić jej dalszy lot ku Słońcu i marzyć o powrocie z drugiej strony Gwiazdy.

Animacja ruchu komety ISON ze zdjęć sond STEREO