Ten miesiąc na moim blogu miał należeć do komet i przede wszystkim najbardziej oczekiwanej bohaterki tego roku - C/2012 S1 (ISON). Nie mogłem jednak nie wspomnieć o innym wydarzeniu, które miało miejsce dzisiejszej nocy na orbicie okołoziemskiej.
Pierwsze niepokojące informacje na temat GOCE (Gravity field and steady-state Ocean Circulation Explorer) pojawiły się w październiku, kiedy Europejska Agencja Kosmiczna ogłosiła, że satelicie skończyło się paliwo. GOCE okrążał Ziemię po niskiej orbicie okołobiegunowej, niemalże dotykając ziemskiej atmosfery. Kiedy jeszcze funkcjonował normalnie, znajdował się na wysokości ok. 250 km nad Ziemią, gdzie już mogą dawać się we znaki wpływy atmosfery naszej planety. Dlatego nadano satelicie bardzo dopracowany aerodynamicznie kształt, umożliwiający poruszanie się tak nisko bez oporów powietrza. Stąd pochodzi jego przydomek "kosmiczne Ferrari".
Satelita zajmował się badaniem zmienności grawitacji Ziemi - jej odstępstw od średniej wartości "g" na różnych obszarach globu. Po starcie w 2009 r. nakierowano go na tak niską orbitę, aby możliwie bardzo zwiększyć wpływ grawitacji, dzięki czemu można było przeprowadzić bardziej szczegółowe badania.


